Ocena napisana: 30. 1. 2026
Gdyby opisać całą wycieczkę - a zwłaszcza pobyt w "hotelu" - jednym słowem, byłaby to KATASTROFA. Opis wycieczki obiecywał wiele, ale obietnice i rzeczywistość nie miały ze sobą absolutnie nic wspólnego.
Już po przyjeździe, zgodnie z opisem, gość ma otrzymać powitalnego drinka. Zapomnij o tym. Drink powitalny jest tu najwyraźniej pojęciem zupełnie nieznanym. W końcu nawet etykietka "hotel" jest mocno przesadzona - w rzeczywistości jest to bardziej przestarzały pensjonat gdzieś na wzgórzu nad Budapesztem.
Przez większość pobytu na miejscu był jeden pan, który mówił po angielsku, ale niestety na tym się skończyło. Nie był w stanie doradzić nam w sprawie restauracji w okolicy, wymiany walut ani niczego innego. Tak więc angielski był obecny, ale zupełnie bezużyteczny.
Śniadania były kpiną. Było dość oczywiste, że byliśmy jedynymi gośćmi, więc przygotowano dla nas DWA talerze - dwa rodzaje szynki i dwa rodzaje sera. Ciasto? Chleb? Grzyby? Nie. Dwa rodzaje chleba tostowego to chyba wystarczająco dużo. I kilka herbatników. Najbardziej polecilibyśmy to "wystawne śniadanie" osobom, które uważają dwa plasterki sera, chleb tostowy i herbatnik za szczyt gastronomii.
Owszem, był ekspres do kawy, ale rezultat przypominał raczej coś pomiędzy ristretto a karą - mały, brzydki i praktycznie niezdatny do picia. Personel stawiał własną kawę bezkofeinową bezpośrednio na stole, na którym podawano śniadanie. Ostatniego dnia, kiedy w domu było więcej osób w związku z (prawdopodobnie) przygotowaniami do ślubu, powiedziano nam, że ta kawa jest prywatna. Reakcja jednej z kelnerek była następująca:
"Kawa, moja!!! Nie, nie".
Atmosfera ostatniego dnia była wręcz nieprzyjemna. Oczywiste było, że goście byli w tym momencie bardziej uciążliwi, a personel skupiał się wyłącznie na własnych wydarzeniach.
Jedynym małym plusem były pokoje, które były znacznie przestarzałe, ale przynajmniej były czyste i łóżka były ładne. Na tym kończą się wszystkie pozytywy.
HORROR. NIE POLECAM.